środa, 18 grudnia 2013

Postscriptum




- Jutro idę do lekarza. Wiesz, z tymi wszystkimi wynikami - w głosie Pawła dało się wyczuć zdenerwowanie.
- Idź, idź. Koniecznie - Iwona wzięła do ręki pilota i zaczęła przeszukiwać kanały.
- Trochę się boję...
- Co mówiłeś? - spytała po dłuższej chwili milczenia.
- A nic. Mówiłem, że na HBO film się zaczyna.

Paweł był nieudacznikiem, na dodatek bez ambicji. Przynajmniej tak twierdziła jego żona. Reszta rodziny też była podobnego zdania. Nic nie umie, a jak się do czegoś zabiera, to na pewno zepsuje - taką miał opinię i nawet już nie próbował z tym walczyć. A wszystko to wynikało z niskiego poczucia wartości, od którego nie potrafił się wyzwolić.
Przestały go cieszyć sporadyczne sukcesy, bo w odróżnieniu od porażek, które zawsze były ochoczo komentowane, sukces kwitowany był jedynie milczeniem. Tym sposobem, każde, nawet najmniejsze powodzenie w życiu Pawła tak naprawdę stawało się jego kolejną porażką. Zamknął się więc w skorupie swojego świata kolejno tracąc kontakt z najbliższymi i nielicznymi przyjaciółmi.
No i jeszcze ta choroba. Od trzech miesięcy Paweł miał bóle brzucha, o których na razie nikt nic konkretnego nie potrafił powiedzieć. Przygasł, przestał się golić, zrobił się zobojętniały i coraz częściej myślał o śmierci.

- Już jestem - powiedział z przyzwyczajenia. Dojeżdżając do domu widział ciemność w oknach i wiedział, że nikogo nie zastanie. Właśnie dowiedział się, że ma raka jelita grubego, a teraz będzie musiał zmierzyć się z tym demonem w samotności czterech ścian.
Zaświecił światło, wszedł do kuchni. Na szafce leżała karteczka: Pojechałyśmy na basen i na pizzę. Obiad masz na piecu...
- A więc to już dziś... - pomyślał i spojrzał na szufladę. Karteczka, niczym jesienny liść, opadła na podłogę.
Demon naparł z furią. Paweł otworzył szufladę i wyjął z niej dwa największe noże. Długo przyglądał się im. Jeden z nich miał ząbkowane ostrze - by chleb lepiej się kroił, drugi gładkie i ostre jak brzytwa.
- Tymi ząbkami niepotrzebnie poszarpię sobie ranę - pomyślał biorąc do ręki ten z gładkim ostrzem. Absurdalność tej myśli rozbawiła go do tego stopnia, że na twarzy Pawła pojawił się lekki uśmiech.
Oparł się o lodówkę, podciągnął rękaw, spojrzał na nadgarstek i jednym, zdecydowanym cięciem przeciął żyły. Nie czuł bólu, a jedynie chłód. Usiadł na podłodze, zaczął rozglądać się wokół.
Na szafce stał ekspres do kawy - jedna z niewielu przyjemności jego życia. Odkąd go kupił specjalnie wstawał godzinę wcześniej, by poświęcić ją delektowaniu się kawą.
Zaczynał od mielenia. Nie uznawał młynków elektrycznych, kawę mielił ręcznie. Wolno obracał korbką upajając się aromatem każdego rozkruszanego ziarenka. Przed wsypaniem kawy do filtra ogrzewał go wrzątkiem. Podobnie robił z filiżanką. Gdy uznał, że filtr jest wystarczająco ciepły, wsypywał do niego odmierzoną miarkę kawy i delikatnie ubijał ją. Wkręcał filtr, podkładał filiżankę i włączał urządzenie.
Pijał tylko czarną kawę, bez dodatków. Uważał, iż wtedy i tylko wtedy najpełniej czuć jej smak i aromat. Zasmakował w kawie Pellini mającej bogaty i harmonijny smak, przełamany przez niewielką domieszkę ziaren robusty.
Gdy już kawa była gotowa, siadał w fotelu, włączał ulubioną płytę Janusza Radka "Królowa nocy" i zagłębiał się w świecie dźwięków, smaków i zapachów.
Szanowni Państwo. Zapraszamy w podróż po Muzeum Osobliwości. Oto nasz najcenniejszy i specjalnie chroniony eksponat: historia człowieka, którego nikt dobrze nie znał, i, mówiąc szczerze, nie wiemy, kim był naprawdę. Być może został przez kogoś wymyślony, a może nigdy nie istniał. Jedno jest pewne – nazywał się Sandor Vessanyi i pewnego dnia zgubił swoje prawdziwe ja - zawsze czekał z pierwszym łykiem kawy na koniec tej zapowiedzi.

Poczuł dreszcze, podświadomie skulił się w sobie. Powieki ciążyły, wszystko wokół zaczynało wirować. Oddech stawał się bardziej płytki. Zamknął oczy. Zza jakieś niewidocznej kurtyny dochodził śpiew Radka:

Jak słodki we mnie ten lęk
gdy każdy obraz i dźwięk
smakuje znów pierwszy raz
ooo wciąż pierwszy raz
ooo wciąż pierwszy raz
znów widzieć to śnić
dotykać to być
wciąż w pierwszym zachwycie
odkrywać i żyć
i chwila za chwilą tylko śnić
w powietrzu płynę jak cień
każdą minutę i dzień
smakuję znów pierwszy raz
ooo nie dotknie mnie czas
ooo nie dotknie mnie czas
znów widzieć to śnić
dotykać to być
wciąż w pierwszym zachwycie
odkrywać i żyć
i chwila za chwilą tylko śnić 

Ostatkiem woli uniósł powieki. Spojrzał na szybko powiększającą się kałużę krwi. Na jej powierzchni, powoli zachodząc czerwienią, unosiła się karteczka od żony. Teraz dopiero zauważył dopisek. Nie mógł dostrzec liter, próbował więc przysunąć się bliżej, ale jedynie osunął się na podłogę. Ogarniała go senność.
Ciało Pawła przeszył dreszcz. Uniósł powiekę.
P.S. Postaraj się przynajmniej tego nie zepsuć - drugi raz tego wieczora uśmiechnął się do siebie.


43 komentarze:

  1. Takie to... ciężkie do skomenowania...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To do przemyślenia... Święta idą, czasem wokół siebie mamy takich "samotnych w tłumie"...

      Usuń
  2. Boże....makabryczne....ale ostrzegałeś.
    Aż zesztywniałam....bo pomyślałam.....skąd o tym wiesz???? Teraz to faktycznie mam łzy w oczach.
    Kurcze nie można się tak poddawać, trzeba walczyć do końca, nawet jak się wydaje że wszyscy zwątpili na pewno znajdzie się ktoś kto wierzy, pomoże, wesprze!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla wielu taka walka jest na tyle beznadziejna, że poddają się.

      Usuń
    2. Albo trwają.....dzięki komuś kto wspiera. Wiara choćby jednej osoby daje niesamowitą siłę

      Usuń
    3. A gdy wiara okazuje się złudą?

      Usuń
    4. Wiara to wiara...trzeba wiedzieć w co się wierzy. I jeżeli mowie komuś że jest wartościowym i silnym czlowiekiem to znaczy że tak jest i tak czuję. I nie obchodzi mnie jak postrzegają go inni.

      Usuń
    5. Mówisz, jak Anioł Stróż :)

      Usuń
    6. Ba! Nawet mnie ktoś kiedyś Aniołkiem nazywał :))
      A tak naprawdę, to czasem z sił opadam, a Anioł Stróż chyba nie powinien :))

      Usuń
    7. Może są Anioły Stróże dla Aniołów Stróży? :)

      Usuń
    8. Chyba mnie zapętliłeś :)))
      muszę o tym pomyśleć

      Usuń
    9. Ps. A kawa Pellini faktycznie pyszna :) tu z Pawłem się zgadzam

      Usuń
    10. Odpętliłaś się? :)
      I ja potwierdzam, że Pellini grzechu warta :)

      Usuń
    11. z lekka się odpętliłam, tylko jeszcze ta noga na nodze, zawinięta o nogę. Ale do wieczora da radę :)))

      Usuń
  3. Nie ma chyba nic gorszego od toksycznego związku....świadome, powolne, okrutne niszczenie drugiego człowieka.. mam nadzieję, że to nie jest autobiograficzna opowieść ???!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, toksyczność czy samotność w związku lub w tłumie to okrutna rzecz.

      Usuń
  4. Tym razem to nie wygląda jak ketchup...realistyczne i życiowe, niestety...

    OdpowiedzUsuń
  5. A kiedy pojawił się Anioł Stróż?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anioł Stróż? Przecież On jest od urodzenia.

      Usuń
  6. Przeczytałam kilka Twoich opowiadań i to wydaje mi się najlepsze. Przemyślane w każdym szczególe, akcja prowadzona konsekwentnie. Jest dramat, ale nie ma dramatyzowania - to ważne ;-)
    Paweł jest kimś mi bliższym niż Euzebiusz. Dlatego nie zgadzam się na uśmiercenie go! Znasz piąty punkt Dekalogu? :)
    Dopisałam sobie w myślach ciąg dalszy: Paweł zapomniał w zdenerwowaniu zamknąć drzwi do mieszkania. Weszła sąsiadka, której zepsuł się ekspres do kawy. Wiedziała, że kto jak kto, ale Paweł - smakosz Pellini i ręcznego młynka - potrafi go naprawić. Zobaczyła go w fotelu, myślała, że śpi, ale na podłodze była kałuża krwi... Dalej już wiesz :)
    Serio, widzę w Pawle potencjał na Ciąg Dalszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świat jest wielką zagadką, więc całkiem możliwe, że Twój scenariusz mógł się spełnić :)

      Usuń
  7. Obojętność i lekceważenie: to mi przychodzi na myśl. Jakże trzeba być silnym, aby od tego się odciąć...i nie mówię tu o samobójstwie. Paweł wybrał tę prostszą drogę.
    Ps. Wspaniale piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to bardzo trudne poradzić sobie z tym wszystkim. Dlatego wielu wybiera tę prostszą drogę.

      Usuń
  8. okropne, a dopisek mnie po prostu rozwalił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba chodziło o to, żeby obiadu sobie nie przypalił. Tak myślę.

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. Ten przekład piosenki wydaje mi się pasować do opowiadania:


      Kiedy chodzę sam zastanawiam się co poszło nie tak
      Z naszą miłością, miłością która była tak silna
      I kiedy tak dalej chodzę myślę o
      Wszystkim co robiliśmy razem
      Kiedy nasze serca były młode

      Chodzę w deszczu
      Łzy spadają i czuję ból
      Pragnąc byś była tutaj ze mną
      Do końca tego nieszczęścia i zastanawiam się
      Dlaczego ona uciekła
      I zastanawiam się gdzie się zatrzyma
      Moja mała ucieczka

      Chodzę w deszczu
      Łzy spadają i czuję ból
      Pragnąc byś była tutaj ze mną
      Do końca tego nieszczęścia i zastanawiam się
      Dlaczego ona uciekła
      I zastanawiam się gdzie się zatrzyma
      Moja mała ucieczka

      Usuń
  10. Właśnie, runaway...Dark-u, dlaczego Paweł najzwyczajniej w świecie nie odszedł od tej złej kobiety????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dlaczego kobiety nie odchodzą od złych mężów? Bo wciąż ich kochają, bo się boją nieznanego, czują strach przed nieznanym itp

      Usuń
  11. Łatwo złamać słabszego, balansować na linii miłości, zdeptać człowieka i żyć z wyrokiem...
    Włos mi się zjeżył... Przerażająco prawdziwie napisałeś o bólu odrzucenia...
    Pozdrawiam
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  12. Są takie dni w życiu nieudaczników, gdy zrobią po raz pierwszy coś dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  13. Trzeba choc raz w zyciu zrobic cos bardzo dobrze..... Jakim kosztem? Ten raz w zyciu nie pyta sie o koszty...
    J.

    OdpowiedzUsuń
  14. "...znów widzieć to śnić
    dotykać to być
    wciąż w pierwszym zachwycie
    odkrywać i żyć
    i chwila za chwilą tylko śnić… "- to dobry czas.
    Wiem, że nie jest łatwo otworzyć się do innych, ale na pewno znajdzie się ktoś, z kim można choćby porozmawiać… trzeba tylko chcieć…

    Bardzo podoba mi się rytuał szykowania kawy i rozsmakowywania się, wszystkie zmysły pracują:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, kawa smakuje wtedy zdecydowanie lepiej :) Precz z rozpuszczalną!

      Usuń
  15. Ominęłam ten najtrudniejszy temat, bo wierzę, że potoczyło się zupełnie inaczej, Paweł zepsuł, no bo nieudacznik wszystko psuje... ale to ostatni raz... przyszedł czas, że los dał mu szansę... którą wykorzystał.
    Co do powyższego, myślałam o p.s. ...o naszych szansach i często utraconych z nimi możliwościach, o pierwszych razach, które chciałoby się, żeby inaczej wypadły, a być może już się powtórzą, z kolei o drugich razach, które dzięki temu, że nadzieja jest towarzyszką naszego życia, są motorem do dalszych działań. Wszystko od nas zależy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I od zbiegu okoliczności. Z tym, że: "cza­sem człowiek sam sta­je się zbiegiem okoliczności".

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...