Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pamięć. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pamięć. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 sierpnia 2014

Początek







14 sierpnia 1980 roku w tym miejscu zaczął się strajk.
Strajk, który pokazał nam co to wolność. Dzięki któremu kilka lat później komuniści oddali władzę.
Okażmy szacunek tym ludziom i bierzmy z nich przykład. Zmienili świat, bo byli razem.
Wróćmy do początku... Znowu bądźmy razem!

sobota, 5 kwietnia 2014

Jeden dzień







Wasyl Iwanowicz obudził się kilka minut przed piątą. Pokój wciąż spowijały ciemności nocy, a chłód  z uporem godnym lepszej sprawy wciskał się pod koc.
Na samą myśl o opuszczeniu łóżka wzdrygnął się. Ale poczucie obowiązku było silniejsze, wstał więc, zapalił świeczkę i podszedł do stolika, na którym stała miska. Z wiadra nalał wody i obmył twarz.
- Job twoju - zaklął, bo woda była lodowata. Na dodatek mydło nie chciało się pienić, a żyletka była już tak tępa, że goląc się miał wrażenie, iż zdziera całą skórę z twarzy.
Gdy zakończył poranną toaletę, ubrał się i zajął się przygotowaniem śniadania. Zapalił kuchenkę spirytusową i postawił na niej patelnię. Rozwinął płócienne zawiniątko, z którego z namaszczeniem wyjął kawałek słoniny, który osobiście wybierał kilka dni temu w Kijowie na Kreszczatiku. Scyzorykiem oczyścił ją z soli, pokroił w kostkę i wrzucił na patelnię. Słonina zaskwierczała na gorącej patelni, a gdy już się odpowiednio wytopiła, wbił do niej trzy jajka. Następne kilka minut delektował się ciepłym posiłkiem myślami będąc z ukochaną Wieruszką i synkiem Nikusiem. Zobaczą się już za niecały miesiąc. Pójdą w pierwszomajowym pochodzie, a później zabierze ich na lody.

Gdy opuszczał kwaterę, nadal panował mrok i niczym niezmącona cisza. Było zimno, zacinał lekki śnieg. Odruchowo skulił się, postawił kołnierz i przyspieszył kroku. Po dziesięciu minutach dotarł na miejsce. Powoli schodzili się też inni, zaczynając odwieczny rytuał powitań, poklepywań, śmiechu i rozmów. Ktoś wyjął butelkę wódki, ktoś inny kieliszek. Znalazł się też kawałek czarnego chleba do zagryzienia. Przytupując i rozcierając dłonie skracali sobie długie minuty czekania ciężkimi dowcipami.
Po około dwudziestu minutach usłyszeli warkot silników ciężarówek. Ucichły rozmowy, stężały twarze, każdy odszedł na swoje stanowisko. Kilku jeszcze nerwowo poprawiło mundury i sprawdziło broń. A później w bezruchu czekali na wykonanie postawionych przed nimi zadań.
Chłód przenikał pod płaszcze mundurów, dlatego co raz to któryś zerkał kątem oka w kierunku leśnej drogi prowadzącej od ukrytego między drzewami niewielkiego, murowanego budynku prosto pod ich stanowiska. Minęło kilka minut i wtedy z szarości nadchodzącego świtu wyłonili się pierwsi... Szli dumnie, wyprostowani, ręce założone do tyłu, związane drutem kolczastym. Wasyl starał się nie zaglądać im w oczy. Politruk mówił: nie nada.
Właściwie to całą robotę wykonują konwojenci, których zadaniem było ustawić delikwenta na skraju dołu, a Wasyl Iwanowicz musiał jedynie przyłożyć lufę do potylicy i nacisnąć spust.
Trzask... i ciało wali się w otchłań ziemi. Trzask z lewej, trzask z prawej - spadają niczym dojrzałe jabłka...
Nie ma czasu na myślenie, przyprowadzili następnego... i jeszcze jednego... Po dwóch godzinach lufa pistoletu zrobiła się gorąca, więc gdy Wasyl przyłożył ją do kolejnej potylicy, poczuł swąd przypalanego ciała. Skazany cofnął głowę i kula nie trafiła w miękkie miejsce z tyłu głowy, a w twardą kość czaszki.
- Job twoju... - zaklął pod nosem ścierając z twarzy rozbryzgi krwi. Całe szczęście, że lejtnant nic nie widział. Stojący obok towarzysz szybko wymienił broń.
Przerwa, kuchnia przyniosła gorącą kawę, do której ukradkiem dolewali wódkę. Wasyl wyjął pajdę czarnego chleba, powoli żując kolejne kęsy, myślał o obiedzie. W tym czasie buldożery przysypały wapnem warstwę trupów.

Minęła siódma godzina pracy, Wasyl Iwanowicz myślami już był w kantynie, rozkoszując się przyjemnie rozchodzącym się po całym ciele cieple jedzonej zupy. Odruchowo podniósł broń, nacisnął spust i... nic. Jeszcze raz i nadal nic. Nerwowo przeładował pistolet, ponownie nacisnął spust. Cisza. Gdy zgrabiałe od zimna dłonie niezdarnie mocowały się z zamkiem, padł strzał. Spojrzał w bok - to lejtnant. Zimny pot oblał Wasyla Iwanowicza - w NKWD nie ma miejsca na takie pomyłki.
Tymczasem przyszła druga zmiana, na dziś skończone.
Na obiad była grochówka. Kuchnia postarała się - w zupie pływały ogromne skwarki. Ktoś znowu wyciągnął wódkę. Lejtnant był pobłażliwy, bo przecież musieli rozładować stres.
Późnym popołudniem Wasyl Iwanowicz wrócił do pokoju i spisał raport z dzisiejszego dnia.
Gdy przed snem obmywał twarz i ręce, z oddali wciąż dochodził suchy odgłos wystrzałów.
- Ech, Poljaki, duraki - wyszeptał. Ale umierać to Wy potraficie...
Położył się do łóżka, przed snem pomyślał jeszcze o lejtnancie, czy już złożył na niego raport, po czym zdmuchnął świeczkę... jak dziś życie stu sześćdziesięciu siedmiu polskich oficerów.

piątek, 1 listopada 2013

Rysiek






W zespole Cree wokalistą jest syn Ryśka - Sebastian Riedel.
Piosenka "W drodze do nieba" jest ostatnią kompozycją Pawła Bergera, który niebawem zginął w wypadku samochodowym niedaleko Jaworzna. Mimo, iż jest ona poświęcona Ryśkowi, często jest też grana jako dedykacja dla Pawła.

środa, 15 maja 2013

Nieodebrane...


15 maja... Od zawsze dzień szczególny, a to za sprawą podwójnego święta mamy: urodzin i imienin. Dom, pełen gości pachniał wtedy jej ulubionym bzem i polnymi kwiatami.
Dziś mama skończyłaby 70. lat. Odeszła rok temu, końcem maja. Rok wcześniej, też końcem maja odszedł ojciec.

środa, 8 maja 2013

Największe bitwy historii




Gdy zapytać o największe bitwy historii, przeciętnemu śmiertelnikowi do głowy zazwyczaj przychodzi Grunwald. Wymieni jeszcze: Wiedeń, Austerlitz, Waterloo, Verdun, Monte Cassino, Stalingrad. Historyk doda: Kadesz, Maraton, Termopile, Gaugamelę, Akcjum, Las Teutoburski, Poitiers, Hastings, Anzincourt, Połtawę, Trafalgar, Borodino, Lipsk, Marnę, Kursk. Jak zbyt dużo nie pił i nie palił na studiach, to ostatkiem tchu wycedzi: Pelusium, Salamina, Cedynia, Warna, Berezyna, Solferino, Dien Bien Phu.
Oczywiście wybuchnie wielka dyskusja, która przerodzi się w wielką kłótnię, a skończy się jak na posiedzeniu jakiejkolwiek komisji sejmowej.
I wtedy może dojść do największej bitwy świata.
By ją jednak uciąć w zarodku odpowiem: wszyscy macie rację, choć jednak mylicie się.
Bo największe bitwy historii rozgrywamy my sami. Z naszymi słabościami, brakiem wiary w siebie, poczuciem winy, z chorobami, samotnością, skomplikowaną osobowością, nieśmiałością. Pewnie takich przyczyn jest jeszcze jakieś 348756, a może nawet 4089567309.
Popełniamy przy tym wiele błędów: niczym Francuzi okopujemy się w naszych liniach Maginota; niczym Chamberlain ślepo wierzymy w pozytywne rozwiązanie; niczym Vietcong schodzimy do podziemia i kąsamy. Często nie potrafimy ocenić własnych szans, przez co klęska goni klęskę.
I nie uczymy się na błędach.
A przecież życie to jedna, wielka bitwa - przerywana jedynie chwilami pokoju.

piątek, 8 marca 2013

"Tu więcej zostawili po sobie niż mieli"


Żyli z nami i obok nas przeszło tysiąc lat. My - dumni z naszej tolerancji, Oni mówiący, że jeśliby Bóg nie dał Żydom Polski jako schronienia, los Izraela byłby rzeczywiście nie do zniesienia. Po hekatombie Holokaustu pozostała ich garstka. W po marcu 1968 roku zmuszona do emigracji. Zamiast polskich paszportów otrzymywali tzw. dokumenty podróży ważne tylko na wyjazd z Polski i bez prawa powrotu, w których było napisane, że "posiadacz niniejszego dokumentu nie jest obywatelem polskim".


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...