Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczucie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczucie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 stycznia 2014

Ostatni lot



Marka poznała w dość niecodziennych okolicznościach - spóźniła hamowanie i wjechała w tył jego samochodu. Wyskoczyła zza kierownicy cała roztrzęsiona, a wtedy otworzyły się drzwi i wysiadł On. Spojrzał na nią i sczepione w namiętnym uścisku ich auta. Uśmiechnął się i powiedział:
- Miło, że wpadłaś.
Godzinę później, kończąc kawę wymienili się numerami telefonów.
Ich miłość eksplodowała tęczą spojrzeń, dotyków, pocałunków i namiętności. Pół roku później wiedzieli, że chcą być ze sobą do końca życia. Zaplanowali ślub. Marysia miała przed sobą obronę pracy magisterskiej, Marek od dwóch miesięcy bezskutecznie szukał pracy. W imię wspólnej wieczności, pewni wzajemnych uczuć zdecydowali się na rozstanie. Marek znalazł sezonową pracę w Irlandii, Marysia w tym czasie skupiła się na ukończeniu studiów. Dzięki internetowi wciąż byli blisko siebie. Poza tym raz w miesiącu przylatywał na weekend do Polski.
Było cudownie.
Przyszła Wielkanoc, a Marek niespodziewanie ogłosił, że się nie zobaczą. Ma zaległości w pracy i przez święta musi je nadrobić. Smutno zrobiło się Marysi, ale nie robiła Markowi wyrzutów. Pieniądze przydadzą się na ślub i początek wspólnego życia. A poza tym za dwa miesiące koniec rozłąki.
I wtedy wszystko zaczęło się psuć, choć Marek zarzekał się, że wszystko jest w porządku. Jest tylko przemęczony, stąd rzadziej może wieczorami rozmawiać. Marysia robiła wszystko, by uwierzyć w jego słowa. Dopiero, gdy napisał, że zostanie jeszcze kilka miesięcy dłużej i niestety nie zobaczą się przed wakacjami, zrozumiała, że go traci. Postanowiła ratować ich związek. Zarezerwowała bilet na samolot.
Tuż przed wylotem przyszedł list od Marka.
- Mario... - łzy spłynęły jej po policzkach.
Już wiedziała. To zadziwiające jak dużo w takiej sytuacji potrafi powiedzieć jedno niewinne słowo. Nie była już Kochaniem, Najdroższą, Rozkoszą czy Słodkością. Nie była już nawet Marysią.
I tak poleci. Zdecydowała o tym zanim skończyła czytać list.
Walizki już dawno spakowane, ostatnim spojrzeniem omiotła pokój i wyszła.
Lot z trzeciego piętra był krótki, a ciche mlaśnięcie ciała o bruk zniszczyło świat, w którym żyła.

piątek, 19 kwietnia 2013

Najgorsza choroba świata


Sączy się w serca i umysły niczym Cyklon B, zabija skuteczniej od nalotu dywanowego na Drezno. Jest równie bezsensowna co bitwa pod Verdun. Obraca w pył wszystko co dobre w człowieku.
Czasem nadchodzi zupełnie bezszelestnie, skrada się niczym wąż. Innym razem brnie do przodu jak walec drogowy, chwilami tylko słychać chrzęst łamanych uczuć i ostatnie tchnienie konających.
Ale nade wszystko lubi być głośna, spektakularne wejścia na scenę to jej żywioł. Wtedy wrzeszczy jak Führer na parteitagu.
Życie z nią przypomina spacer niewidomego po polu minowym, a miłość i przyjaźń gasną przy niej niczym Leonardo di Caprio w końcowej scenie "Titanica".
Czterej Jeźdźcy Apokalipsy to jej bracia, matką Kali, a ojcem Loki.
Każdy to wie, niemal każdy rozumie, większość potępia.
I co?
Nic.
A zazdrość wciąż ma się dobrze...

środa, 10 kwietnia 2013

Niczym anioł z odrąbaną głową


Stół przyozdabiało kilka zaschniętych plam po rozlanym piwie, a pośród nich stał kubek z niedopitą kawą, garść okruszków i talerzyk z niedojedzoną kanapką, z której wypływało zjełczałe masło. Po podłodze poniewierały się puste butelki i fotografie.
Andrzej po raz kolejny omiótł wszystko obojętnym wzrokiem, a później poczuwszy głód wstał i poszedł do kuchni. Przechodząc obok lustra w przedpokoju spojrzał na swoje odbicie: szara, nieogolona twarz, podkrążone i spuchnięte oczy. Opuścił wzrok i poczłapał w kierunku lodówki. W środku znalazł opakowanie parówek, wyjął kilka i wsadził do kuchenki mikrofalowej na trzy minuty.
- Kurwa mać, nie zdjąłem folii – zaklął patrząc na poskręcane w agonii kiełbaski z wtopioną w nie  folią. Na szczęście w lodówce była jeszcze puszka sardynek w oleju.
Gdy ją otworzył przyszła mu nagle ochota na kąpiel. Odłożył puszkę i poszedł napuścić wody do wanny. Zrzucił cuchnące ubranie i wtedy przypomniał sobie o sardynkach. Wrócił więc po nie do kuchni.
Ciepła woda rozgrzała zziębnięte ciało i odprężyła go. Lubił to uczucie, tym bardziej, że było to jedno z niewielu uczuć, jakiego jeszcze doświadczał.
Bo Andrzej nie miał uczuć... a właściwie kiedyś miał, tylko pogubił je na kolejnych zakrętach życia. Ostatnio zgubił smutek, z tego powodu na niedawnym pogrzebie nie potrafił płakać. Na szczęście przypomniał sobie, że gdy nie mruga się powiekami, to łzy pojawią się same.
Spojrzał na leżącą na krawędzi wanny otwartą puszkę. Wziął ją do ręki i przyjrzał się równiutko i ciasno ułożonym rybkom.
- I co? Dobrze wam tam? W stadzie żyjecie, w stadzie umieracie, w stadzie was chowają... - zamyślił się, a potem dodał: Lubię was. A wy mnie?
Zgodnie z przewidywaniem sardynki milczały.
- Wiecie co jest najgorsze w samotności? Gdy człowiek chce być dla kogoś ważnym i to mu nie wychodzi. Wtedy czuje się niczym anioł z odrąbaną głową – wyszeptał, po czym wrzucił sardynki do wody.
- Płyńcie do swoich – dodał, wyciągając korek z wanny.

piątek, 15 marca 2013

Nastrój (tylko dla dorosłych)




Siedemdziesiąt osiem.

To nie nowy rekord Tomka Majewskiego w pchnięciu kulą, a tyle dni Zosia wytrzymała z Antkiem. A później go rzuciła. W sensie metafizycznym oczywiście. Mimo to i tak wyglądał, jakby spadł z dziesiątego piętra.

Przynajmniej tak słyszałem.

Bo Antek jakoś bał się mnie odwiedzić. Mówiąc szczerze, to się nie dziwię, bo odradzałem mu tę dziewczynę. Za bardzo pachniała seksem, a to nic dobrego. Samce lgną do takich, jak pszczoły do miodu. I miałem rację, bo okazało się, iż Zosia spotykała się z trzema facetami jednocześnie.

Cóż… trzeba ratować kolegę. Kupiłem „Johnnego”, założyłem czarną marynarkę, a do butonierki włożyłem prezerwatywę i wyruszyłem w misję ratunkową.

Nie wiem czy istnieje zimna apatia, ale właśnie coś takiego powitało mnie w drzwiach. A później zaprosiło do pokoju.

I wtedy Antek zauważył kondoma.

- Wiem, znowu będziesz pieprzył, że mówiłeś, ostrzegałeś…

- Nie – wszedłem mu w słowo – jest mi naprawdę przykro i chciałem podkreślić chujowy nastrój.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...