18 maja 1944 roku, w samo południe plutonowy Emil Czech na ruinach zdobytego klasztoru Monte Cassino odegrał Hejnał Mariacki tym samym ogłaszając zwycięstwo Polaków i koniec bitwy o Monte Cassino. Trwała ona prawie pięć miesięcy. Alianci stracili blisko 54000 żołnierzy, z czego straty Polaków to: 924 zabitych, 2930 rannych i 345 zaginionych (po bitwie odnalazło się 291). Straty niemieckie to 20000 zabitych i rannych. Niestety, krwawo okupione zwycięstwo nie zostało należycie wykorzystane przez ówczesne dowództwo. Na domiar złego cieniem na całą kampanię położyły się wydarzenia dnia następnego, kiedy to w noc po bitwie tysiące marokańskich Goumiers i żołnierzy innych
francuskich wojsk kolonialnych zaczęły przeczesywać stoki wzgórz,
miasteczka i wioski doliny Ciociaria (południowe Lacjum). Ponad 60 000
kobiet w wieku od 11 do 86 lat padło ofiarą masowych gwałtów. Mężczyzn,
którzy chcieli bronić swe żony i córki, mordowano bez pardonu. Liczbę
zabitych cywilów obliczano na około 800. O ofiarach Goumiers mawiano, że zostały „zmarokanizowane”.
My, Polacy podchodzimy do tej bitwy bardzo emocjonalnie, dla nas to wielka chwała polskiego oręża. Ale historycy zachodni zgodnie źle oceniają kampanię włoską, a do bitwy o
Monte Cassino odnoszą się szczególnie nieprzychylnie. J.F.C. Fuller w
swym dziele Druga wojna światowa nazywa ją kampanią, która ze względu na brak sensu strategicznego i wyobraźni taktycznej jest czymś wyjątkowym w historii wojskowości, a John Ellis pisze o niewiele wartym zwycięstwie okupionym ogromnymi stratami, między innymi cytując taki dialog:
Młody amerykański strażnik zapytał niemieckiego jeńca: Jeśli
jesteś taki twardy, to dlaczego ty jesteś w niewoli, a ja cię pilnuję?
Niemiec opowiedział, jak dowodził sześcioma 88-milimetrowymi działami,
strzelającymi do nadciągających amerykańskich czołgów. Amerykanie ciągle
wysyłali drogą kolejne czołgi, a Niemcy nadal je unieszkodliwiali. W
końcu – wyjaśnił Niemiec – nam zabrakło amunicji, a Amerykanom nie
zabrakło czołgów.