piątek, 24 maja 2013

Siekierka




Gertruda od dawna spoglądała na Euzebiusza życzliwszym okiem. A to wódkę w papier zawinęła, a to reklamówkę dała. Bywało, że i na drogę dobre słowo rzekła. Na ten przykład wczoraj, gdy Euzebiusz od kasy odchodził.
- A Euzebiusz tak sam mieszka. Nie tęskni za towarzystwem.
Początkowo nie bardzo wiedział co ona od niego chce, bo jak zwykle gapił się na jej cycki i czynność ta pochłaniała go całkowicie.
- He? - zapytał nieśmiało.
- No pytam czy Euzebiusz kobietki nie potrzebuje. Herbaty by zrobiła, rosołek ugotowała, kurze zamietła, plecy umyła - Gertruda zatrzepotała ociekającymi tuszem rzęsami.
- No... kurdeczka, może być.
- To może Euzebiusz do miasta jutro pojedzie? Pobyłby ze mną trochę, poznał, na obiad zaprosił.
- No... kurdeczka, czemu nie - wymamrotał wycierając zaślinione usta rękawem kufajki
- To o ósmej rano na przystanku. I niech się ładnie ubierze - mrugnęła okiem i posłała mu całuska.
Garnitur po doradcy ubezpieczeniowym pasował jak ulał. Co prawda plecy szpeciły trzy krwawe szramy - ślady po siekierze - ale postanowił, że założy płaszcz i nie będzie go zdejmował.

Gertrudę poczuł zanim zobaczył, a gdy minutę później na nią spojrzał, oniemiał z wrażenia. Utapirowane błękitne włosy, grube, czarne rzęsy, czerwone usta i futro z białych nutrii. Całości dopełniały brązowe buciki i złota torebka. A wszystko podane w gęstych oparach wylanej na siebie butelki "Pani Walewskiej". Euzebiusz dla równowagi pachniał "Brzozową". Trzymał ją na czarną godzinę od 1984 roku.

W Pekaesie było tłoczno, ale wokół nich szybko zrobiło się dużo wolnego miejsca. Mimo mroźnego dnia pootwierano okna i nawet gdy już wszystkim zsiniały twarze nikt nie odważył się ich zamknąć. Ale Gertrudzie i Euzebiuszowi było wszystko jedno, bo ich grzało rodzące się uczucie.

Po kilku godzinach spacerowania po mieście żar serc musiał skapitulować przed mrozem, a żołądki miały dość karmienia owocami miłości.
- To może Euzebiusz zaprosi na obiad? Do tego... no... Macadonalda?
- No, kurdeczka, może być.

W lokalu było ciepło. Nawet bardzo. Ale żadne z nich nie zdecydowało się na zdjęcie wierzchniej odzieży. Euzebiusz - bo przecież miał krwawe dziury na plecach marynarki, Gertruda - bo była wyjątkowo dumna z białych nutrii.
- Czym mogę służyć? - uśmiech sprzedawcy był równie sztuczny, co jedzenie, które sprzedawał.
- To kurdeczka, niech zamawia. Ja po niej.
- To kochanieńki daj mi tę dużą bułkę... nie tą, ta obok... - Gertruda wskazała swoim tłustym wskazującym reklamę wiszącą nad ladą.
- Big Mac? - spytał usłużnie pracownik "szybkiego żarcia".
- No niech będzie Big. I do tego frytki...
- Frytki są w zestawie.
- Kochanieńki, co z tego, daj mi drugie. A te małe kosteczki to co? - zapytała z błyskiem w oku.
- Nuggetsy - korporacyjny uśmiech stawał się coraz mniej korporacyjny.
- To też daj.
Euzebiusz włożył ręce do kieszeni, by dyskretnie przeliczyć dotychczasowe zakupy. Przy lodach i ciasteczku na ciepło musiał zaangażować palce u nóg.
- Coś jeszcze? - zapytał.
- A te takie bulwy w papierkach, to co?
- Mufinki proszę pani - odpowiedział nieco zniecierpliwiony sprzedawca.
- To dwie, te czarne.
- A do picia?
- No Colę, ale Light. Bo się odchudzam.
- A dla pana? - gdyby wzrok potrafił zabijać, Euzebiusz powinien w tym momencie paść martwy.
- Ja kurdeczka... Mortadele macie?
- Nie, ale mamy pyszne hamburgery - odparł lekko zmieszany sprzedawca.
- Sam żeś kurdeczka cham! - Euzebiusz walnął pięścią w ladę, aż kilka frytek podskoczyło i wpadło do Coli, która teraz już nie była taka Light.
Gertruda próbowała spojrzeć na Euzebiusza z wyrzutem, ale w miejscu, w którym spodziewała się go zastać już go nie było. Przeskoczył ladę i głową sprzedawcy nabijał na kasie nowe ceny.
I wtedy z kuchni wyskoczyło kilku kucharzy...

- Kurdeczka, panie poruczniku, to było tak; chciałem mortadelę, a on, że nie mają. I kurdeczka mię od chama wyzywał...
- Nie chama, ale zaproponował hamburgera - przerwał policjant.
- Przecie kurdeczka to to samo panie kapitanie.
- Nie jestem kapitanem, a aspirantem!
- Sie kurdeczka pan major nie nerwuje - patrząc na czterozębny uśmiech Euzebiusza policjant z rezygnacją machnął ręką.
- I co było dalej? - dodał.
- Toż panie pułkowniku kurdeczka zacząłem uciekać, oni tyż.
- Gdzie?
- No ja kurdeczka przed siebie, a oni w moim kierunku.
- No dobrze, ale czegoś tu nie rozumiem. Ich było czterech, pan sam. Oni mieli noże, pan nie. To skąd u nich te rany cięte na rękach? - policjant nie dawał za wygraną.
- Bo jak żem kurdeczka biegł, to mi panie generale z kieszeni sikierka wypadła.
- Cztery razy? 
No, też kurdeczka się dziwie - tym razem w uśmiechu Euzebiusza policjant dostrzegł złowieszczy błysk złotej plomby. Chyba "szóstki".

45 komentarzy:

  1. Gertruda fajnego chłopaka sobie upatrzyła. Taki Euzebiusz to sprytny i zwinny, że czterech nie da mu rady i zawsze obroni kobietę ubraną w futro:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakie przygody miewają! Może jeszcze jedną lub dwie tu przybliżę :)

      Usuń
  2. Drugi raz tego ranka usmialam sie serdecznie... nie wiem czy wypada, ale co tam!
    Podobno smiech serdeczny jest dobry na wszystko, nawet na raka!
    Serdecznosci
    Judyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdeczny to przede wszystkim na raka :)
      Pozdravki

      Usuń
  3. Fantastyczne, uśmiech od ucha do ucha:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. hmm... to teraz już chyba wiem, skąd ma ten po kimś tam garnitur :)
    Bardzo przyjemna historia, która sprawiła, że poczułam przeponę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Poczułam przeponę" - bardzo miła recenzja :)

      Usuń
    2. cieszę się i polecam się na przyszłość ;)
      naprawdę bardzo przyjemny tekst :)

      Usuń
    3. ooo! :) Czekam na dalsze instrukcje! ]:->

      Usuń
    4. Zobaczymy, zobaczymy :p

      Usuń
  5. Uff, ależ mi napięcie rosło w miarę czytania... :DDD
    Normalnie, już się nie mogę doczekać na kolejne spotkanie z panem Euzebiuszem :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie niebawem coś znowu wrzucę :)

      Usuń
    2. A wiesz, co do mnie dotarło z pewnym opóźnieniem? Ten opisany przejazd autobusem pani G. i pana E. :)))
      Kumulacja zapachu i zimna z tego autobusu :)))
      Wręcz POCZUŁAM tę mieszaninę doznań!

      Usuń
    3. Masz wyobraźnię, przez duże W :)

      Usuń
  6. Znakomite, kurdeczka, znakomite...
    Świetnie się czyta, ha,ha...
    Pozdrówka:)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahahahahahahahahaha. Kurde blaszka Fajne.
    Pozdrowionka.

    OdpowiedzUsuń
  8. Trzeba mieć wyobraźnie, ale inteligentni ludzie ja mają ;)
    Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  9. I na pewno Euzebiusz dałby radę różnym obrońcom białych nutrii. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co z czar... znaczy, afroamerykańskimi?

      Usuń
    2. O tym nie pomyślałam! :)

      Usuń
    3. Poprawność polityczna się kłania :)

      Usuń
  10. Od dzieciństwa prześladowało mnie przysłowie "Tonący brzytwy się chwyta", a teraz ta siekierka, hmm...Działasz na wyobraźnie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obiecuję nie wymyślać opowiadań o kolejnych narzędziach zagłady :)

      Usuń
  11. Lektura jak zwykle fascynująca,jak tu nie lubić Euzebiusza.

    OdpowiedzUsuń
  12. Doskonale.Nie wiem, komu kibicowac Euzebiuszowi, bo taki meski czy Gertrudzie, bo kobieta, a chce byc lojalna....nooo:)
    Musze to przemyslec, zdecydowanie pomoze mi wiecej wiedzy w temacie Dwojga:)

    No super to jest:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie zaglądaj tu, bo nigdy nie wiadomo, kiedy będą kolejne ich przygody :)

      Usuń
  13. Chyba zaczynają mnie fascynować te twoje krwawe opowiadania. jakas pomroczność we mnie czy co? Ponoć człowiek nie wie co w nim siedzi:) w każdym razie Euzebiusz to jest gośc! ciekawe, kogo jeszcze ukatrupi po drodze, pozdrówka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że niejednego. No i nie raz narozrabia :)

      Usuń
  14. Trudno Cię nie poznać po Euzebiuszu :)))
    Miło Cię znowu widzieć!!!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...