sobota, 18 maja 2013

Ponownie ruszam w bój...



18 maja 1944 roku, w samo południe plutonowy Emil Czech na ruinach zdobytego klasztoru Monte Cassino odegrał Hejnał Mariacki tym samym ogłaszając zwycięstwo Polaków i koniec bitwy o Monte Cassino. Trwała ona prawie pięć miesięcy. Alianci stracili blisko 54000 żołnierzy, z czego straty Polaków to: 924 zabitych, 2930 rannych i 345 zaginionych (po bitwie odnalazło się 291). Straty niemieckie to 20000 zabitych i rannych. Niestety, krwawo okupione zwycięstwo nie zostało należycie wykorzystane przez ówczesne dowództwo. Na domiar złego cieniem na całą kampanię położyły się wydarzenia dnia następnego, kiedy to w noc po bitwie tysiące marokańskich Goumiers i żołnierzy innych francuskich wojsk kolonialnych zaczęły przeczesywać stoki wzgórz, miasteczka i wioski doliny Ciociaria (południowe Lacjum). Ponad 60 000 kobiet w wieku od 11 do 86 lat padło ofiarą masowych gwałtów. Mężczyzn, którzy chcieli bronić swe żony i córki, mordowano bez pardonu. Liczbę zabitych cywilów obliczano na około 800. O ofiarach Goumiers mawiano, że zostały „zmarokanizowane”.
My, Polacy podchodzimy do tej bitwy bardzo emocjonalnie, dla nas to wielka chwała polskiego oręża. Ale historycy zachodni zgodnie źle oceniają kampanię włoską, a do bitwy o Monte Cassino odnoszą się szczególnie nieprzychylnie. J.F.C. Fuller w swym dziele Druga wojna światowa nazywa ją kampanią, która ze względu na brak sensu strategicznego i wyobraźni taktycznej jest czymś wyjątkowym w historii wojskowości, a John Ellis pisze o niewiele wartym zwycięstwie okupionym ogromnymi stratami, między innymi cytując taki dialog:

Młody amerykański strażnik zapytał niemieckiego jeńca: Jeśli jesteś taki twardy, to dlaczego ty jesteś w niewoli, a ja cię pilnuję? Niemiec opowiedział, jak dowodził sześcioma 88-milimetrowymi działami, strzelającymi do nadciągających amerykańskich czołgów. Amerykanie ciągle wysyłali drogą kolejne czołgi, a Niemcy nadal je unieszkodliwiali. W końcu – wyjaśnił Niemiec – nam zabrakło amunicji, a Amerykanom nie zabrakło czołgów.

34 komentarze:

  1. Wiele narodowych mitów nie miało nic wspólnego z wielkością. Krew bez sensu rozlana. Dziś łatwo to oceniać i wystawiać cenzurki, ale wówczas nie było wszystko tak proste i jasne na etapie podejmowania decyzji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A otóż. Kto i kiedy będzie oceniał, czy nasze działania i nasze życie w ogóle miały sens? I do jakich wniosków dojdzie?
      Czy podjęcie ryzyka, przełamanie oporów, zrobienie ostatniego kroku i dotarcie do szczytu... było warte ofiary złożonej po drodze?

      Usuń
    2. I tu jest pies pogrzebany, bo zapominamy, że nasze oceny najczęściej wystawiamy w zaciszu ciepłych i bezpiecznych gabinetów, rzadko kiedy potrafiąc się wczuć w sytuację tamtych dni, na dodatek jesteśmy skażeni pełnią wiedzy, której ówcześni nie posiadali.

      Usuń
    3. Babo, to dobre pytanie: kto i kiedy? Niebawem poruszę ten temat.
      Czy złożona ofiara była czegoś warta? Dla nas, potomnych nie zawsze. Ale tamtego dnia, w tamtej chwili była. Gdyby było inaczej, nie zrobiliby tego. Życie ludzkie jest na tyle cenne, że nie warto tracić je bezmyślnie. Nasi przodkowie rozumieli to lepiej niż my sami.

      Usuń
  2. Krzysztof K. to powiedzial.
    Chlopacy dostawali rozkazy, walczyli bo byli zolnierzami, bali sie, czuli, umierali bez zrozumienia, ze ta przelana krew nie miala sensu. Walka (choc zupelnie dla mnie nie pojety koszmar) pomiedzy wyposazonym wojskiem, to jedno - masakra i gwalty na bezbronnych mieszkancach - to drugie, tak okrutne, ze pozostawie bez komentarza.
    Kto rozmysla o tym wszystkim idac sopockim "monciakiem" - ulica Bohaterow Monte Cassino

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś bardzo łatwo oceniamy postawy ludzi w godzinie zagrożenia. Ale nigdy nie wiemy jak my zachowalibyśmy się w takiej sytuacji.
      W Auschwitz największą wartością był chleb. Kradzież równała się wyrokowi śmierci. W nocy złodzieja duszono, rano zgłaszano zgon. Pewnie niejeden powojenny autorytet brał w tym udział. Choć z punktu widzenia prawa, to morderstwo, nigdy w życiu nie odważę się ocenić tego negatywnie.

      Usuń
  3. Tak to można ująć - czarny i biały kubek, pod jednym kulka. Wybierasz biały - pusto, podnosisz czarny - jest kulka. Mądra głowa z boku podpowiada - ''a widzisz, teraz wiesz że lepiej było wybrać czarny, powinieneś wybrać czarny'', wiesz, masz wiedzę i naukę. Co przy kolejnym losowaniu jest i tak bez znaczenia...
    I tak to jest z wnioskami i ocenami ''po''.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prosty mechanizm, a mimo wszystko mało kto potrafi to zrozumieć. A może nie chce?

      Usuń
  4. (...) Jak zaczęło brakować mięsa armatniego zgłosili się po Ericha /Gerhardt był starszy i już po 30-tce/. Ubrali go w mundurek wermachtu, gewerę w łapę, wsadzili w eszelon i powieźli na południe do Włoch gdzieś w rejon Linii Gustawa i Monte Cassino. Po kilku miesiącach obok mojego „blank niewinnego Ujka jak nie piźnie” bomba i o mało co, a jakiś pieroński Angol by go zabił. Wyskoczył go góry, pooglądoł okopy z wierchu, slecioł na dól do tego leja po bombie. Poważnie nadwyrężył sobie bębenki uszne i do końca życia niedosłyszał. W tymże leju po tej bombie znaleźli go żołnierze gen. W. Andersa i się ucieszyli – patrz jaki fajny szkop i żyje !!. – jaki jo szkop – jaki – jo synek z Katowic. Znaleźli się krajanie i Eriszek wylądował w lazarecie i po pozytywnej weryfikacji wysłano go do Angli gdzie trafił do polskiego dywizjonu bombowego /niestety nie wiem do którego/. (...) To fragment tekstu Piotra Opolskiego o rodzinie - jak to się czasem dziwnie plecie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polskie losy... Nie zawsze kończyły się tak dobrze.
      Tak mi się przypomniał wiersz Tuwima:
      Do prostego człowieka

      Usuń
  5. Czasem się zastanawiam czy oceny są nam zawsze potrzebne? Niejednokrotnie odzierają z uroku mity młodości. Brat mojego ojca walczył pod Monte Cassino i w domu zawsze ta bitwa była owiana legendą i urokiem bohaterstwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, czy są potrzebne? Odzierają z mitów, depczą ideały, niszczą świętości. Wałęsa zły, Bartoszewski zły, obrońcy Westerplatte źli...

      Usuń
    2. Przecież "czwórkami do nieba szli". Obiektywnej prawdy i tak po latach nie dojdziemy, może lepiej żeby moje pokolenie zostało przy swojej.

      Usuń
    3. Nikt nie może być pewnym jak zachowałby się w tamtych chwilach. Tacy "Czterej pancerni" na przykład sami wygrali wojnę... no, może trochę im pomógł Kloss.

      Usuń
  6. A Ty znowu na wojnie. Dyskusja rozgorzała jak zwykle w takich przypadkach.
    Pamiętać trzeba, przekazywać tę pamięć młodszym pokoleniom owszem, rozpamiętywać, nie koniecznie.
    Pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano znów. Dręczą mnie te tematy i boli niewiedza i buta współczesnych. Kilka dni temu na Onecie był wpis o Pileckim. Aż żal był czytać komentarze.

      Usuń
  7. Ci, którzy tam szli walczyć wierzyli, że czynią to dla chwały zwycięstwa.
    Rzeczywistość była taka jak opisujesz, niestety...
    Miłej niedzieli życzę:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe jak nas potomni będą oceniać?

      Usuń
  8. Bardzo trudno oceniać tamte wybory z perspektywy czasu, z innym bagażem wiedzy... Oni nie wiedzieli co będzie "potem" i co bedzie konsekwencją takich, a nie innych decyzji. W ich mniemaniu podejmowali często dramatyczne i bohaterskie decyzje, a dziś odmawia im się nawet chwały i pamięci.
    mam takie dwie refleksje przy okazji twego tekstu. Pierwsza to taka, że wojna wyzwala zawsze w ludziach najgorsze instynkty i czasem zupełnie spokojny czlowiek staje się potworem. i to jest dla mnie przerazajace. znane sa przeciez liczne przypadki, (nie tylko ten zekranizowany ostatnio: "Poklosie") gdy lubiący się, zyjący razem przez wieki sąsiedzi wyżynaja się w pień, gdy tylko poczują zew wojny. Ja nazywam te dni, dniami gdy diabeł zstępuje na ziemię. Bo nie potrafie sobie wytłumaczyć ogromu okrucieństwa jakie jesteśmy sprawić jedni drugim.
    Druga refleksja dotyczy ocen. Nie tylko wojenne, dramatyczne epizody ciężko oceniać postronnym ludziom. Tak jak piszesz, nie wiem jak my byśmy się zachowali w sytuacji zagrożenia. Może ten co własnie stawia najsurowsze sądy zachowałby się dużo niegodziwiej... Ale zasada ta dotyczy też aspektów codziennego zycia, naszych zwykłych wyborów moralnych w pracy, miłości, przyjaźni. Znamy tylko podjęte decyzje. Nie znamy uczuć jakie towarzyszą ich podjęciu: strachu, wahannia, rozterek, dramatów im towarzyszących. oceniamy to co widzimy. Ale nie wszystko jest widoczne dla naszych oczu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham Bałkany, ale nie mogę pojąć wojny domowej w byłej Jugosławii. Tam właśnie sąsiad zarzynał sąsiada, choć mieszkali obok siebie 30 lat, pijali rakiję czy robili na grillu ośmiornicę.
      Generalnie każdy chce żyć. Często się mówi: za wszelką cenę. Dla każdego ta cena jest inna.

      Usuń
    2. A dla mnie historia to nie odniesienie do przeszlosci, tylko terazniejsza interpretacja przeszlosci. Ile to juz lat, jakie rozmaite oceny I komentarze. Nie tylko z poprawnej czy niepoprawnej polskiej perspektywy.
      Z perspektywy innych narodow rowniez.

      W sumie znamienne jest powiedzenie naszej Noblistki, W. Szymborskiej: " Tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono". W odniesieniu do kazdej sytuacji.

      Usuń
    3. Ameryko, coś w tym jest. To chyba jedyna pewna wiedza, jaką mamy.

      Usuń
  9. very great post!specially those from the second world war(yeah i am an film addict)
    please turn on the translator!so we can read what you write!Interesting:)))

    ok have a good evening and night:)Greetings from Norway♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. In my town lived Piotr Szewczyk. He was one of the twelve Poles who got Norwegian Krigskorset order for the battle of Narvik.
      A few days ago I watched a movie about the great Norwegian hero Max Manus.

      Usuń
    2. Great!i f you do want to see more stuff look at this site at you tube,,but you probably know it already!
      http://www.youtube.com/user/UnknownWW2InColor?feature=watch

      Max manua is great but you shouls see Nine lifes about the Rukjan affairs and so on ,,one of teh worlds most famous sabotage
      well.i like your country.Romania struggel hard hard They are a great country:))

      Usuń
    3. I know the history of Rjukan.
      Anita, my country is Poland, not Romania :)

      Usuń
  10. Dark, przeczytaj ''Bałkańskie upiory'' Kaplana, dużo można dzięki tej książce zrozumieć, dużo można zacząć dostrzegać tu i teraz. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, zapisałem, będę szukał. Polecam "Krótką wycieczkę" Ratko Cvetnića.

      Usuń
  11. wspaniałe zdjęcie! pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  12. I wonder if one day, we will have peace all over the world !

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...