sobota, 5 kwietnia 2014

Jeden dzień







Wasyl Iwanowicz obudził się kilka minut przed piątą. Pokój wciąż spowijały ciemności nocy, a chłód  z uporem godnym lepszej sprawy wciskał się pod koc.
Na samą myśl o opuszczeniu łóżka wzdrygnął się. Ale poczucie obowiązku było silniejsze, wstał więc, zapalił świeczkę i podszedł do stolika, na którym stała miska. Z wiadra nalał wody i obmył twarz.
- Job twoju - zaklął, bo woda była lodowata. Na dodatek mydło nie chciało się pienić, a żyletka była już tak tępa, że goląc się miał wrażenie, iż zdziera całą skórę z twarzy.
Gdy zakończył poranną toaletę, ubrał się i zajął się przygotowaniem śniadania. Zapalił kuchenkę spirytusową i postawił na niej patelnię. Rozwinął płócienne zawiniątko, z którego z namaszczeniem wyjął kawałek słoniny, który osobiście wybierał kilka dni temu w Kijowie na Kreszczatiku. Scyzorykiem oczyścił ją z soli, pokroił w kostkę i wrzucił na patelnię. Słonina zaskwierczała na gorącej patelni, a gdy już się odpowiednio wytopiła, wbił do niej trzy jajka. Następne kilka minut delektował się ciepłym posiłkiem myślami będąc z ukochaną Wieruszką i synkiem Nikusiem. Zobaczą się już za niecały miesiąc. Pójdą w pierwszomajowym pochodzie, a później zabierze ich na lody.

Gdy opuszczał kwaterę, nadal panował mrok i niczym niezmącona cisza. Było zimno, zacinał lekki śnieg. Odruchowo skulił się, postawił kołnierz i przyspieszył kroku. Po dziesięciu minutach dotarł na miejsce. Powoli schodzili się też inni, zaczynając odwieczny rytuał powitań, poklepywań, śmiechu i rozmów. Ktoś wyjął butelkę wódki, ktoś inny kieliszek. Znalazł się też kawałek czarnego chleba do zagryzienia. Przytupując i rozcierając dłonie skracali sobie długie minuty czekania ciężkimi dowcipami.
Po około dwudziestu minutach usłyszeli warkot silników ciężarówek. Ucichły rozmowy, stężały twarze, każdy odszedł na swoje stanowisko. Kilku jeszcze nerwowo poprawiło mundury i sprawdziło broń. A później w bezruchu czekali na wykonanie postawionych przed nimi zadań.
Chłód przenikał pod płaszcze mundurów, dlatego co raz to któryś zerkał kątem oka w kierunku leśnej drogi prowadzącej od ukrytego między drzewami niewielkiego, murowanego budynku prosto pod ich stanowiska. Minęło kilka minut i wtedy z szarości nadchodzącego świtu wyłonili się pierwsi... Szli dumnie, wyprostowani, ręce założone do tyłu, związane drutem kolczastym. Wasyl starał się nie zaglądać im w oczy. Politruk mówił: nie nada.
Właściwie to całą robotę wykonują konwojenci, których zadaniem było ustawić delikwenta na skraju dołu, a Wasyl Iwanowicz musiał jedynie przyłożyć lufę do potylicy i nacisnąć spust.
Trzask... i ciało wali się w otchłań ziemi. Trzask z lewej, trzask z prawej - spadają niczym dojrzałe jabłka...
Nie ma czasu na myślenie, przyprowadzili następnego... i jeszcze jednego... Po dwóch godzinach lufa pistoletu zrobiła się gorąca, więc gdy Wasyl przyłożył ją do kolejnej potylicy, poczuł swąd przypalanego ciała. Skazany cofnął głowę i kula nie trafiła w miękkie miejsce z tyłu głowy, a w twardą kość czaszki.
- Job twoju... - zaklął pod nosem ścierając z twarzy rozbryzgi krwi. Całe szczęście, że lejtnant nic nie widział. Stojący obok towarzysz szybko wymienił broń.
Przerwa, kuchnia przyniosła gorącą kawę, do której ukradkiem dolewali wódkę. Wasyl wyjął pajdę czarnego chleba, powoli żując kolejne kęsy, myślał o obiedzie. W tym czasie buldożery przysypały wapnem warstwę trupów.

Minęła siódma godzina pracy, Wasyl Iwanowicz myślami już był w kantynie, rozkoszując się przyjemnie rozchodzącym się po całym ciele cieple jedzonej zupy. Odruchowo podniósł broń, nacisnął spust i... nic. Jeszcze raz i nadal nic. Nerwowo przeładował pistolet, ponownie nacisnął spust. Cisza. Gdy zgrabiałe od zimna dłonie niezdarnie mocowały się z zamkiem, padł strzał. Spojrzał w bok - to lejtnant. Zimny pot oblał Wasyla Iwanowicza - w NKWD nie ma miejsca na takie pomyłki.
Tymczasem przyszła druga zmiana, na dziś skończone.
Na obiad była grochówka. Kuchnia postarała się - w zupie pływały ogromne skwarki. Ktoś znowu wyciągnął wódkę. Lejtnant był pobłażliwy, bo przecież musieli rozładować stres.
Późnym popołudniem Wasyl Iwanowicz wrócił do pokoju i spisał raport z dzisiejszego dnia.
Gdy przed snem obmywał twarz i ręce, z oddali wciąż dochodził suchy odgłos wystrzałów.
- Ech, Poljaki, duraki - wyszeptał. Ale umierać to Wy potraficie...
Położył się do łóżka, przed snem pomyślał jeszcze o lejtnancie, czy już złożył na niego raport, po czym zdmuchnął świeczkę... jak dziś życie stu sześćdziesięciu siedmiu polskich oficerów.

28 komentarzy:

  1. Przejmujący zapis dnia pracy enkawudzisty. Wstrząsająca rutyna pewnego kweitniowego dnia pracy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Smutny wpis :( ale i na takie wpisy powinno się znaleźć miejsce, pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tym bardziej, że kwiecień to miesiąc pamięci...

      Usuń
  3. Dzisiaj smutno u Ciebie.
    Pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutno... Ale przecież to nasz obowiązek - pamiętać.

      Usuń
  4. Zastanawiam sie teraz na ile sama dalam sie wmanewrowac w jakis system...
    Tez jestesmy Rodzina Katynska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem nie mammy wpływu na to, w co zostaliśmy wmanewrowani. Po prostu jesteśmy za mali na niezależność.

      Usuń
  5. Jako komentarz przychodzi mi na myśl tylko wiersz "Nie"...

    OdpowiedzUsuń
  6. tragiczna treść, doskonałego wpisu...
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  7. "Przeszłość zachowana w pamięci
    staje się częścią teraźniejszości"
    ~~ Tadeusz Kotarbiński

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodam, że również naszą tożsamością.

      Usuń
  8. Przerazajace, wstrzasnales mna do glebi w niedzielny poranek. Pamietam i nigdy nie zapomne.

    OdpowiedzUsuń
  9. Smutne, że pozbawianie życia ludzi, to dla nich rutyna.

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak, Polacy potrafią umierać, ale gdy trzeba żyć, zaczynają się schody...

    Świetne opowiadanie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapamiętawszy się w obrazkach, zapominam czasem kim jeszcze jesteś, a przecież jesteś właśnie od... pamiętania i przypominania...

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeden dzień...
    a poza tym.. ech, potrafisz Mroczny pisać, potrafisz... :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Historia, która zaważyła na przyszłości...
    Świetny tekst...

    OdpowiedzUsuń
  14. oh men ! terrific story ! how can one live after that !
    peace and love

    OdpowiedzUsuń
  15. od razu mi się przypomniał film "Katyń", chyba najbardziej przejmujący obraz tamtych wydarzeń. nigdy nie zrozumiem, jak można obojętnie zadawać śmierć

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...