poniedziałek, 8 września 2014

Porzucony, czyli: zemsta jest słodka




- Wiesz... – powiedziała, próbując złapać tchu i rozglądając się za rozrzuconą po całym pokoju bielizną – to był nasz ostatni raz.
- Ale... - nagle głos uwiózł mu w gardle.
- Skarbie, chyba nie będziesz dramatyzował, przecież jesteśmy dorosłymi ludźmi – odparła ze zniecierpliwieniem w głosie, bo zaczęło ją irytować to, że nie może odnaleźć drugiej pończoszki.

Poznali się miesiąc wcześniej, Anka właśnie oddawała się marzeniom o kubku ciepłego kakao w ramionach ulubionego fotela i pieszczotach delikatnych dłoni szlafroka z miękkiej satyny w kolorze Ferrari. A wątła nić świadomości, którą pozostawiła do kontaktu ze światem zewnętrznym, skupiała się na trzymaniu rurki w pędzącym tramwaju.
I wtedy to się stało. Przez Martę, której na dodatek nie znała i zapewne nie chciałaby poznać. Nie, nie dlatego, że Marta była piękna. Nie dlatego też, że była blondynką. Po prostu Marta ubierała się w Versace, którego Anka szczerze nienawidziła. Dla niej liczyła się tylko Prada.
I ewentualnie Dolce & Gabbana.
I otóż owa Marta, nie dość, że bezczelnie, to na dodatek nagle, wtargnęła na przejście dla pieszych zmuszając motorniczego do ostrego hamowania, a ją do zatrzymania się w objęciach mężczyzny o uśmiechu Clarka Gable. Co prawda wkrótce okazało się, że jest tylko prowincjonalnym Mietkiem, ale wciąż zabójczo przystojnym. Nic więc dziwnego, że tak niespodziewanie zrodzone pożądanie szybko zaczęło ścigać się w swej gwałtowności z erupcją wulkanu Krakatau.
Nawet kilka razy dziennie.

- Ale przecież my się kochamy... ja Cię kocham – Mietek nie miał zamiaru tak łatwo poddać się.
- Kochamy? - spytała po dłuższej chwili. To codzienne rżnięcie nazywasz miłością? Ja tylko miałam na Ciebie ochotę... właściwie to nawet nie na Ciebie, a na Twojego ptaszka – mówiąc to nałożyła odnalezioną pończoszkę i rozglądała się za kolejnymi elementami bielizny.
- Wreszcie go mam – podniosła triumfalnie do góry stanik i wtedy spojrzała na Mietka.
- Nie no, taki duży chłopczyk i taki głupiutki. Jak Kubuś Puchatek. I pojednawczo dodała – wiesz, już mnie nie kręcisz, ale na pożegnanie zrobię Ci loda. Chcesz?
- Chcę – odpowiedział bez zastanowienia.
A gdy skończyła, Mieczysław wyjął z leżących na kanapie spodni portfel, wyciągnął 100 zł, podszedł do Anki i włożył jej banknot do stanika.
- Ale... to nie było za pieniądze – odparła nieco zmieszana.
- Wiem, ale to za ten miesiąc seksu.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...