czwartek, 20 lutego 2014
środa, 19 lutego 2014
poniedziałek, 17 lutego 2014
sobota, 15 lutego 2014
piątek, 14 lutego 2014
Tagine
- Gdy tylko otworzyłam
drzwi samochodu, wiedziałam, że już jesteś – promienny uśmiech Beaty doskonale
nastroił mnie na resztę dnia. Po pierwsze, bo rozkosznie się uśmiechała, po drugie:
bo to była Beata i po trzecie: bo się za nią stęskniłem.
- Wiesz, pachnie już przy
drzwiach na dole, a im wyżej, tym cudowniej. Nawet nie wiem kiedy pokonałam te
pięć pięter – tym razem zachwyciła mnie mieszaniną zalotności Nigeli Lawson i
tajemniczości Mony Lisy.
- Witaj... cieszę się, że
jesteś – powiedziałem, muskając na powitanie jej karminowoczerwone usta.
- Kawy? Wina? Mam
marokańskie Sidi Brahim.
- A masz kardamon do kawy?
- spytała niecierpliwie. Wiedziałem, że bardzo chciałaby zapytać skąd te
zapachy, ale nie zrobi tego. Uwielbia niespodzianki. Będzie więc tęsknie
spoglądała w kierunku kuchni i posyłała pytające spojrzenia. Na które
absolutnie nie wolno mi reagować.
- Oczywiście, że mam,
przecież to afrodyzjak – odpowiedziałem, puszczając do niej oko. Podeszła,
pocałowała mnie i szepnęła do ucha: to poproszę.
Na ścianach migotały
cienie świec, z głośników sączyła się arabska muzyka, a my siedzieliśmy na
przeciw siebie, dotykając się opuszkami palców. Ta chwila mogłaby być
wiecznością...
- Wiesz, najchętniej
zjadłabym Cię, wtedy zawsze byłbyś ze mną – jej kulinarne porównanie
przypomniało mi o daniu, które z pewnością jest już gotowe.
- Więc najpierw coś
przekąsimy, a później mnie schrupiesz – zażartowałem wychodząc do kuchni.
- To jest niesamowite,
tyle smaków, tyle delikatności i rozkoszy dla podniebienia. Jak nazywa się to
danie? - spytała dokładając na talerz kolejną porcję.
- Tagine. To nazwa potrawy
i naczynia, w którym się ją przygotowuje. Kuchnia marokańska – dodałem.
- Opowiedz jak to
zrobiłeś, proszę – choć wydawało mi się, że znam już jej wszystkie uśmiechy,
ten znowu był czymś wyjątkowym i niepowtarzalnym.
- Opowiem...
- Na początek dobrze jest
mieć odpowiednie naczynie. Naczynie do tagine można kupić w Polsce bez
większego problemu, ale gdy go nie mamy, wystarczy zwykły rondel...
- Taki z pokrywką? -
przerwała mi.
- Tak, z pokrywką.
Przygotowanie dania najlepiej rozpocząć kilka godzin wcześniej, marynując
mięso. Potrzebujemy około pół kilo fileta z kurczaka lub indyka, trochę oliwy i
mieszankę przypraw, na przykład Ras el Hanout lub Tagine.
- I co dalej – spytała
gładząc moją dłoń.
- Bierzemy dwie cebule,
dwie marchewki, jedną paprykę, batata i wszystko kroimy w paski lub w kostkę.
Później wystarczy w naczyniu podgrzać oliwę i włożyć mięso, następnie pokrojone
warzywa i garść czarnych oliwek. Całość zalewamy szklanką bulionu, a na koniec
dodajemy przyprawy: kmin rzymski, imbir, czosnek, szafran, łyżkę miodu, sól i
pieprz… - na twarzy Beaty malowało się coraz większe znudzenie, aż wreszcie nie
wytrzymała i powiedziała:
- Kochanie, świetnie Ci
poszło z tą przystawką. A gdy jej dłoń powędrowała w kierunku guziczków bluzeczki,
dodała - a teraz ugotuj danie główne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
