- Jutro idę do lekarza. Wiesz, z tymi wszystkimi wynikami - w głosie
Pawła dało się wyczuć zdenerwowanie.
- Idź, idź. Koniecznie - Iwona wzięła do ręki pilota i zaczęła przeszukiwać
kanały.
- Trochę się boję...
- Co mówiłeś? - spytała po dłuższej chwili milczenia.
- A nic. Mówiłem, że na HBO film się zaczyna.
Paweł był nieudacznikiem, na dodatek bez ambicji. Przynajmniej tak
twierdziła jego żona. Reszta rodziny też była podobnego zdania. Nic nie umie, a
jak się do czegoś zabiera, to na pewno zepsuje - taką miał opinię i nawet już
nie próbował z tym walczyć. A wszystko to wynikało z niskiego poczucia
wartości, od którego nie potrafił się wyzwolić.
Przestały go cieszyć sporadyczne sukcesy, bo w odróżnieniu od porażek,
które zawsze były ochoczo komentowane, sukces kwitowany był jedynie milczeniem.
Tym sposobem, każde, nawet najmniejsze powodzenie w życiu Pawła tak naprawdę
stawało się jego kolejną porażką. Zamknął się więc w skorupie swojego świata
kolejno tracąc kontakt z najbliższymi i nielicznymi przyjaciółmi.
No i jeszcze ta choroba. Od trzech miesięcy Paweł miał bóle brzucha, o
których na razie nikt nic konkretnego nie potrafił powiedzieć. Przygasł,
przestał się golić, zrobił się zobojętniały i coraz częściej myślał o śmierci.
- Już jestem - powiedział z przyzwyczajenia. Dojeżdżając do domu
widział ciemność w oknach i wiedział, że nikogo nie zastanie. Właśnie
dowiedział się, że ma raka jelita grubego, a teraz będzie musiał zmierzyć się z
tym demonem w samotności czterech ścian.
Zaświecił światło, wszedł do kuchni. Na szafce leżała karteczka: Pojechałyśmy na basen i na pizzę. Obiad masz
na piecu...
- A więc to już dziś... - pomyślał i spojrzał na szufladę. Karteczka,
niczym jesienny liść, opadła na podłogę.
Demon naparł z furią. Paweł otworzył szufladę i wyjął z niej dwa
największe noże. Długo przyglądał się im. Jeden z nich miał ząbkowane ostrze -
by chleb lepiej się kroił, drugi gładkie i ostre jak brzytwa.
- Tymi ząbkami niepotrzebnie poszarpię sobie ranę - pomyślał biorąc do
ręki ten z gładkim ostrzem. Absurdalność tej myśli rozbawiła go do tego
stopnia, że na twarzy Pawła pojawił się lekki uśmiech.
Oparł się o lodówkę, podciągnął rękaw, spojrzał na nadgarstek i jednym,
zdecydowanym cięciem przeciął żyły. Nie czuł bólu, a jedynie chłód. Usiadł na
podłodze, zaczął rozglądać się wokół.
Na szafce stał ekspres do kawy - jedna z niewielu przyjemności jego
życia. Odkąd go kupił specjalnie wstawał godzinę wcześniej, by poświęcić ją
delektowaniu się kawą.
Zaczynał od mielenia. Nie uznawał młynków elektrycznych, kawę mielił
ręcznie. Wolno obracał korbką upajając się aromatem każdego rozkruszanego
ziarenka. Przed wsypaniem kawy do filtra ogrzewał go wrzątkiem. Podobnie robił
z filiżanką. Gdy uznał, że filtr jest wystarczająco ciepły, wsypywał do niego
odmierzoną miarkę kawy i delikatnie ubijał ją. Wkręcał filtr, podkładał
filiżankę i włączał urządzenie.
Pijał tylko czarną kawę, bez dodatków. Uważał, iż wtedy i tylko wtedy
najpełniej czuć jej smak i aromat. Zasmakował w kawie Pellini mającej bogaty i
harmonijny smak, przełamany przez niewielką domieszkę ziaren robusty.
Gdy już kawa była gotowa, siadał w fotelu, włączał ulubioną płytę
Janusza Radka "Królowa nocy" i zagłębiał się w świecie dźwięków,
smaków i zapachów.
Szanowni Państwo. Zapraszamy w
podróż po Muzeum Osobliwości. Oto nasz najcenniejszy i specjalnie chroniony
eksponat: historia człowieka, którego nikt dobrze nie znał, i, mówiąc szczerze,
nie wiemy, kim był naprawdę. Być może został przez kogoś wymyślony, a może
nigdy nie istniał. Jedno jest pewne – nazywał się Sandor Vessanyi i pewnego
dnia zgubił swoje prawdziwe ja - zawsze czekał z pierwszym łykiem kawy na
koniec tej zapowiedzi.
Poczuł dreszcze, podświadomie skulił się w sobie. Powieki ciążyły,
wszystko wokół zaczynało wirować. Oddech stawał się bardziej płytki. Zamknął
oczy. Zza jakieś niewidocznej kurtyny dochodził śpiew Radka:
Jak słodki we mnie ten lęk
gdy każdy obraz i dźwięk
smakuje znów pierwszy raz
ooo wciąż pierwszy raz
ooo wciąż pierwszy raz
znów widzieć to śnić
dotykać to być
wciąż w pierwszym zachwycie
odkrywać i żyć
i chwila za chwilą tylko śnić
w powietrzu płynę jak cień
każdą minutę i dzień
smakuję znów pierwszy raz
ooo nie dotknie mnie czas
ooo nie dotknie mnie czas
znów widzieć to śnić
dotykać to być
wciąż w pierwszym zachwycie
odkrywać i żyć
i chwila za chwilą tylko śnić
gdy każdy obraz i dźwięk
smakuje znów pierwszy raz
ooo wciąż pierwszy raz
ooo wciąż pierwszy raz
znów widzieć to śnić
dotykać to być
wciąż w pierwszym zachwycie
odkrywać i żyć
i chwila za chwilą tylko śnić
w powietrzu płynę jak cień
każdą minutę i dzień
smakuję znów pierwszy raz
ooo nie dotknie mnie czas
ooo nie dotknie mnie czas
znów widzieć to śnić
dotykać to być
wciąż w pierwszym zachwycie
odkrywać i żyć
i chwila za chwilą tylko śnić
Ostatkiem woli uniósł powieki. Spojrzał na szybko powiększającą się
kałużę krwi. Na jej powierzchni, powoli zachodząc czerwienią, unosiła się
karteczka od żony. Teraz dopiero zauważył dopisek. Nie mógł dostrzec liter,
próbował więc przysunąć się bliżej, ale jedynie osunął się na podłogę. Ogarniała
go senność.
Ciało Pawła przeszył dreszcz. Uniósł powiekę.
P.S. Postaraj się przynajmniej
tego nie zepsuć - drugi raz tego wieczora uśmiechnął się do siebie.