środa, 10 kwietnia 2013

Niczym anioł z odrąbaną głową


Stół przyozdabiało kilka zaschniętych plam po rozlanym piwie, a pośród nich stał kubek z niedopitą kawą, garść okruszków i talerzyk z niedojedzoną kanapką, z której wypływało zjełczałe masło. Po podłodze poniewierały się puste butelki i fotografie.
Andrzej po raz kolejny omiótł wszystko obojętnym wzrokiem, a później poczuwszy głód wstał i poszedł do kuchni. Przechodząc obok lustra w przedpokoju spojrzał na swoje odbicie: szara, nieogolona twarz, podkrążone i spuchnięte oczy. Opuścił wzrok i poczłapał w kierunku lodówki. W środku znalazł opakowanie parówek, wyjął kilka i wsadził do kuchenki mikrofalowej na trzy minuty.
- Kurwa mać, nie zdjąłem folii – zaklął patrząc na poskręcane w agonii kiełbaski z wtopioną w nie  folią. Na szczęście w lodówce była jeszcze puszka sardynek w oleju.
Gdy ją otworzył przyszła mu nagle ochota na kąpiel. Odłożył puszkę i poszedł napuścić wody do wanny. Zrzucił cuchnące ubranie i wtedy przypomniał sobie o sardynkach. Wrócił więc po nie do kuchni.
Ciepła woda rozgrzała zziębnięte ciało i odprężyła go. Lubił to uczucie, tym bardziej, że było to jedno z niewielu uczuć, jakiego jeszcze doświadczał.
Bo Andrzej nie miał uczuć... a właściwie kiedyś miał, tylko pogubił je na kolejnych zakrętach życia. Ostatnio zgubił smutek, z tego powodu na niedawnym pogrzebie nie potrafił płakać. Na szczęście przypomniał sobie, że gdy nie mruga się powiekami, to łzy pojawią się same.
Spojrzał na leżącą na krawędzi wanny otwartą puszkę. Wziął ją do ręki i przyjrzał się równiutko i ciasno ułożonym rybkom.
- I co? Dobrze wam tam? W stadzie żyjecie, w stadzie umieracie, w stadzie was chowają... - zamyślił się, a potem dodał: Lubię was. A wy mnie?
Zgodnie z przewidywaniem sardynki milczały.
- Wiecie co jest najgorsze w samotności? Gdy człowiek chce być dla kogoś ważnym i to mu nie wychodzi. Wtedy czuje się niczym anioł z odrąbaną głową – wyszeptał, po czym wrzucił sardynki do wody.
- Płyńcie do swoich – dodał, wyciągając korek z wanny.

sobota, 6 kwietnia 2013

Snajper






W tym fachu liczą się: cierpliwość, brak emocji, precyzja i kamuflaż.
Ćwiczy to latami, inni ocierają się o doskonałość - on nią jest. Będzie na Ciebie czekał 5 godzin, 7 dni, 4 miesiące lub 8 lat. Dla niego czas nie ma większego znaczenia. Po prostu czeka na dogodny moment. Teoretycznie każdy jest dobry, ale są też lepsze. I on o tym decyduje.
Potrafi Cię dopaść wszędzie: w kinie, w Wenecji, na rybach, w autobusie, w kuchni, na basenie. Gdy całujesz bliską osobę, przytulasz dziecko, siedzisz w wannie, wsiadasz do samolotu, grasz w pokera czy opalasz się na plaży w Ustce.
Cała finezja tego zawodu tkwi w kamuflażu. A on może być wszystkim: przydrożną wierzbą, kępą traw, krzewem w ogrodzie czy widokiem z balkonu. Sa tacy, którzy twierdzą, że może być telefonem komórkowym, skierowaniem na badanie krwi czy wakacjami w Tajlandii.
A gdy wreszcie uderza, robi to szybko i precyzyjnie. Wtedy opowieści o przelatującym przed oczyma w ułamku sekundy całym życiu z reguły można włożyć między bajki.
Bo to przecież najlepszy snajper świata - sierżant Strach.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...